sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 33

*Marco*
Dusia jeszcze troche płakała, ale udało mi się ją uspokoić. Przekonał ją fakt,że już za dwa dni się rozstaniemy i nie ma czasu na płacz.
Leżeliśmy sobie oglądając jakąś komedię, gdy nagle zadzwonił Kacper i prosił nas oboje spotaknie. Początkowo byliśmy niechętni,ale Dusia stwierdziła,że może nie uda jej się z nim więcej spotkać. Po czterdziestu minutach byliśmy na miejscu. Kacper siedział na jednej z ławek i palił papierosa.
-Siema -ucałował jej policzek, a mnie uścisnął rękę.
-Co tam? -zapytał, gdy usiedliśmy obok.
Oboje z Klaudyną spojrzeliśmy na siebie wymownie, po czym postanowiłem opowiedzieć o wszystkim chłopakowi.
-To nie dobrze... -stwierdził, gdy skończyłem.
Dusia przewróciła oczami słysząc jego uwagę.
-Ale to dobrze -stwierdził po chwili.
-Co?! -krzykneliśmy równo.
-Mam propozycję -uśmiechnął się. -Mama zarezerwowała trzy miejsca w Zakopcu, akurat na dwa dni.
-Ale ona już w poniedziałek musi jechać. -odparłem.
-Duśka,słońce...jak pogadasz z bratem to go przekonasz abyś jechała w środę -uśmiechnął się do niej niewinnie.
-Może to i dobry pomysł,spędzimy razem więcej czasu -dziewczyna zwróciła się do mnie słodko.
-No nie wiem... -zamyśliłem się.
-Oj Marco... -powiedzieli równo, a ja się zaśmiałem.
-Okej, ale jeszcze Jeremi musi się zgodzić.
-Ja się nim zajmę -oblizała usta, a myśmy się zaśmiali.
Pożartowaliśmy jeszcze chwilę, ale zrobiło się zimno i trzeba się było zbierać. Umówiliśmy się,że jeśli Jer się zgodzi Mała do nas zadzwoni, a jutro spotkamy się na dworcu i pojedziemy w góry.
*Dusia*
Gdy byłam już w domu, po spotkaniu z chłopakami, zaczęłam się stresować. Nie wiedziałam jak mam zacząć rozmowę z bartem, ale przecież on chciał mojego dobra.
Poszłam na górę i cicho zapukałam w jego drzwi,jednak nikt nie odpowiedział. Pomyślałam,że go nie ma...
Jednak po chwili usłyszałam jakiś huk i szybko weszłam do środka. Panował tam straszny bałagan, meble się walały,szkło i inne małe kawałki poniszczonych przedmiotów były wszędzie.
-Jer -podeszłam bliżej.
-Wyjdź, bo coś ci zrobię! -krzyknął.
-Chcę rozmowy, proszę... -szepnęłam niepewnie.
-Idź na dół, zaraz przyjdę -stał odwrócony i ani razu na mnie nie spojrzał.
Zeszłam na dół do kuchni. Wlałam nam wody,usiadłam przy stole i czekałam.
Dołączył do mnie po chwili. Jedną rękę położył na stole, a drugą chwycił szklankę wody.
Spojrzałam na jego dłoń, a on ją szybko schował, musiał zauważyć mój szok.
-Jesteś ranny -szepnełam niepewnie.
-To nic -odparł szybko.
Wstałam i udałam się po apteczkę.
Miał opory,ale w końcu dał mi się opatrzeć.
-Chciałaś pogadać -powiedziała,gdy skończyłam.
-Mogę wyjechać? -zaczęłam cicho.
-Co? -spojrzał na mnie zdziwiony.
-Kacper ma miejsca w Zakopanym i byłoby fajnie jakbym pojechała.
-Na ile? - wyciągnął papierosa i go odpalił.
-Dwa dni..
-Ale...
-Wiem,wiem. Wyjazd sie pokrywa, ale moze pozwolisz mi pojechać w środę. -zrobiłam maślane oczka.
-Okej,ale masz się meldować i być grzeczna -puścił mi oczko.
Mocno go przytuliłam i pobiegłam na górę zawiadomić chłopaków. Będzie super!
-------------------------------
Hejka! <3 Wiem,że nawaliłam bo rozdział miał być wcześniej,ale nie dałam rady. Nie obiecuje,że następny pojawi się szybko. Przepraszam za błędy,ale pisane późno na telefonie. 
Kocham Was ❤

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 32

*WERBLE*
Oto ja! Wracam do Was z nadzieją, nowa siłą, weną...Kto tęsknił? :)
Ja za Wami strasznie, mam nadzieję,że uda mi się wrócić do normalnego toku prowadzenia bloga.
Jak narazie postaram się dodać rozdział dziś, w sobotę i niedzielę. A zrobię to,ponieważ wyjeżdżam i będę miała słaby  dostęp do internetu, dlatego normalny tok prowadzenia bloga wróci za tydzień w piątek. Kocham Was <3

--------------------------------------------------------------------------
NOTKA POD ROZDZIAŁEM!~Muzyka~
*Marco*
Minęło pięć dni...jeszcze dwa i Dusia wyjedzie,a ja, Kacper i Jeremi zaczniemy poszukiwania tego skurwiela Paula i sprawimy by cierpiał choć w połowie jak my, zrobię mu jego własne piekło na Ziemi.
Leżymy sobie z Klaudyną na kanapie. Ja na plecach, a ona na moim brzuchu. W uchu mam jedną słuchawkę,a on drugą. Słuchamy Ed'a Sheerana, to jej ulubiony artysta, ona to chyba ma słabość do Rudych.
-Maro... -jej cichutki głosik przebija się przez głos lecący z słuchawki.
-No -poprawiam się z nią na kanapie.
-Co ci się we mnie podoba? -pyta muskając mój policzek.
-Dlaczego pytasz?
-Po prostu chciałabym wiedzieć -uśmiecha się.
-Wszystko. Jesteś piękna,inteligentna,słodka,błyskotliwa,pyskata ale jakoś to załatwimy, ponad to uwielbiam twoje oczy patrzące na mnie z miłością, twój uśmiech,jak twoje usteczka wypowiadają 'kocham Cię', uwielbiam z Tobą rozmawiać, no i wiesz o mnie więcej niż ja sam o sobie, a mimo wszystko wciąż tu jesteś... -gdy kończę spoglądam na nią, nic nie mówi tylko całuje mnie mocno w usta.
-I zawsze będę -odpowiada,kładąc się na mnie ponownie.
#30minutpóźniej
*Dusia*
Leżeliśmy z Marco wtuleni, co chwilę śmiejąc się z jakiegoś horroru. Jeremi przysłał sms'a, że będzie później i że jeśli Marco chce może zostać na noc. Strasznie się cięszę, że brat popiera mój związek z chłopakiem.
*Jeremi*
Właśnie wracam od kolegi,który ma załatwić Dusi miejscówkę do spania gdzieś w okolicach Mazowsza. Muszę jeszcze tylko matce powiedzieć,że wyjeżdża. Idę na ulicę Koszyńskiego,gdzie pracuje moja mamusia...
-Co tu robisz? -pyta, gdy do niej podchodzę.
-Też się cieszę,że cie widzę. -odpowiadam z sarkazmem.
-Coś się stało, czy mam ci może koleżankę załatwić. -wyciąga papieros i go odpala.
-Dusia wyjeżdża -mówię i zabieram jej papieros.
-Co do cholery! -spogląda na mnie krzywo.
-To co słyszałaś -wypuszczam kłębek dymu.
-Po moim trupie!
-Ja cię nie pytam o zgodę, ja informuję -spluwam w jej stornę i odchodzę.
Do domu docieram około godziny dziewiątej wieczorem. W salonie pali się telewizor i słychać śmiech Dusi i Marco.
-Musimy pogadać. -spoglądam na nich.
-Hej -zaczyna dziewczyna
-Co jest? -Marco spogląda na mnie wymownie.
-Ruchy! -nie wiem dlaczego ale mam ochotę coś rozjebać.
Oboje szybko siadają, patrzą na mnie poważnie.
-Mała-łapię siostrę za ręke- musze ci coś ważnego powiedzieć. Podjołem decyzję,że wyjedzież na jakiś czas.
-Śmieszne - krzywi się.
-Ja nie żartuję, tu grozi ci ogromne niebezpieczenstwo.
-Ale ty i Marco mnie obronicie...Marco -dziewczyna spogląda w jego oczy szukając wsparcia,ale znajduje tam ból.
-Nie! Nie chcę! -szlocha, a z jej oczu lecą łzy.
Marco obejmuje ją mocniej,a mnie serce pęka...
-Dokąd? -niemal szepcze wtulona w jego szyję.
-Okolice mazowsza, ale to tylko na jakiś czas. -łapię ją za dłoń,ale wyrywa się.
-Kiedy? -pyta Marco udając,że nic nie wie.
-Za dwa dni... -odpowiadam,moje oczy wciąż szukają jej.
Dziewczyna zaczyna głośno płakać, wstaje z kanapy i ucieka na górę.
Chcę iść za nią, ale Marco mnie powstrzymuje. Mrozi mnie wzrokiem i idzie za nią. Siedzę jeszcze chwile, czując ból w sercu. W końcu wstaję i idę do pokoju. Spoglądam jeszcze do pokoju dziewczyny, leży na łóżku płaczą, a Marco ją tuli. Wchodzę do swojego pokoju i cały ból,gniew się we mnie zbierają. Łapię za lampkę i rzucam nią o ścianę, potem już wszystko zmienia się w pył.

--------------------------------------------
Pierwszy rozdział w 2015 i pierwszy z perspektywą Jeremiego. Jak myślicie poradzą sobie z odejściem Dusi? Następny rozdział jutro... zdradzę Wam tylko,że w najbliższym czasie pojawi się rozdział +18 ^^

















poniedziałek, 5 stycznia 2015

MUSIAŁAM


Hejka! :*
Jak tam w nowym roku? ;)
Wiem,wiem że nie rozdział ani nic, ale po prostu nie mogłam się oprzeć! Znalazłam w internecie wywiad Zoelli (Dusia) z moimi idolami :)
Wstawiam Wam zdjęcie bo naprawdę nie wytrzymałabym ;)
Ładnie wyszli? :*




 

środa, 31 grudnia 2014

PRZEPRASZAM

Tak bardzo mi przykro i źle! :( Nie mam ani weny ani pojęcia jak napisać dla Was kolejny rozdział... Tak bardzo Was przepraszam. Wiem,że zawiodłam....Bardzo proszę o zrozumienie. Nie chcę mówić,że zawieszam blog bo tak nie jest. Ja po prostu czekam na przypływ weny i pomysłu. Mam nadzieję,że zrozumiecie. Bardzo przepraszam!
A teraz troszkę weselej... :D
Chciałabym Wam wszystkim życzyć ZDROWIA,SZCZĘŚCIA,SPEŁNIENIA MARZEŃ. Abyście zawsze wierzyli w siebie i zawsze marzyli i śnili bo tego nikt wam nigdy nie zabierze. KOCHAM WAS i oby 2015 był dobry dla nas wszystkich! Widzimy się za rok. DZIĘKUJĘ!!!! ♥




czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 31




*Marco*
Siedziałem na jej łóżku i myślałem, myślałem jak ciężko mi będzie ją zostawić. To będzie najgorszy tydzień mojego życia. Zakręciła wodę co oznaczało,że zaraz przyjdzie. Cholera...obiecałem jej szczęście,a teraz będziemy musieli się rozstać. Ona się załamie! Jeszcze mamy tyle do przeżycia, a ona ma odejść...niemożliwe.
-Hej. -ucałowała mnie w czoło, miała na sobie szlafrok,a z jej włosów kapała woda.
-Co jest? -podniosła mój podbródek bym spojrzał w jej oczy.
-Nic, tęskniłem. -wymusiłem sztuczny uśmiech.
-To dobrze. -zaśmiała się. -Jeremi na dole?
-Nie wiem... mówił,że idzie coś załatwić. -usiadłem wygodniej na jej łóżku.
-To dobrze, bo chcę Ci coś pokazać -zamknęła drzwi i uśmiechnęła się zadziornie.
-Tak? -nie miałem sił, jej odejście mnie bolało.
Kiwnęła głową potwierdzająco. Obserwowałem ją. Podeszła do okna, zasunęła żaluzje, zapaliła lampkę na biurku. Stanęła na wprost mnie i zdjęła swój szlafrok. Była naga. Zlustrowałem ją wzrokiem. Zrozumiałem czego ona ode mnie oczekuje, ale ja nie mogłem jej tego dać. Nie potrafiłem. Podszedłem do niej i okryłem ją kocem. Była w szoku. Wyszedłem.
*
Siedziałem od pół godziny w domu. W głowie miałem jej obraz...była taka piękna! Usłyszałem pukanie. Zszedłem na dół, otworzyłem drzwi, Jeremi wpadł jak burza do domu.
-Co ty odpierdalasz?! -krzyknął.
-Ja? To ty tu jak chory wpadłeś! odkrzykuje.
-Miałeś jej nie zranić! Więc, dlaczego do chuja ona wyje?! -podchodzi do mnie.
-Myślisz,że to kurwa łatwe jak ma jej ze mną zaraz nie być?! -wykrzykuję mu w twarz.
-Co?! -mruga zdziwiony.
-Usiądź. -pokazuje na krzesło i siadam na drugie.
Jeremi patrzy na mnie zdziwiony,ale po chwili wykonuje moje polecenie.
-Byłeś kiedyś zakochany? -pytam go.
-Co ty kur...? -zaczyna ale mu przerywam.
-Tak czy nie?
-Nie. -mamroczę.
-Co? -nie wiem czy nie dosłyszałem czy nie uwierzyłem.
-Nie kurwa, nie! -fuka i na mnie patrzy.
-Okej... wow. A kochałeś się kiedyś z kimś bo ci na nim zależało? -zadaje to pytanie, a on spuszcza głowę.
-Tak. Jak robiłem to pierwszy raz z pewną dziewczyną. -ścisza głos.
-Tak bardzo ją kocham... chciałbym, żeby było jej ze mną dobrze, żeby się śmiała, była szczęśliwa -mówię mu.
-To dlaczego ona teraz płacze?
-Rozebrała się dziś dla mnie...taka piękna. -mówię jakby do siebie.
-CO?! -jego oczy się rozszerzają.
-Nie oto chodzi. On się chce ze mną kochać, chce ze mną żyć. płacze bo jej nie dotknąłem...Ale ja nie mogłem. Za tydzień jej ze mną nie będzie, a mam się z nią kochać? Zabrać jej to co najcenniejsze? -czuje łzy w kącikach oczu.
-Marco, ale zostanie tam tylko na czas,aż będę miał pewność, że jest bezpieczna. -Jeremi ściska mi ramię.
-Wiem,ale ja nie umiem bez niej żyć,a ona beze mnie -odpowiadam.
-Spraw by ten tydzień był najlepszy. Kochaj się z nią. Jeśli czegoś potrzebujesz, pomogę. -odpowiada i wstaje.
-Na pewno? -spoglądam na niego.
-Ona musi wiedzieć,że jesteś jej, a ona twoja. Teraz -mówi i wychodzi, a ja zostaje sam.
*Dusia*
Przestałam płakać. Wygłupiłam się, a on mnie nie chce. Czuję się słaba. Jeremi gdzieś wyszedł, a mnie chce się pić. Zeszłam na dół, udając się do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok pomarańczowy. Nalałam trochę do szklanki i już miałam się napić, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Odwróciłam głowę i ujrzałam Jeremiego.
-Hejka. -ucałował mnie w czoło.
-Gdzie byłeś? -odsuwam się.
-U kolegi. Idę pod prysznic. -mówi i wychodzi.
Wypijam mój napój i wracam do siebie. Telefon wibruje mi w kieszeni. Wiadomość od Marco. Uśmiecham się i szybko ją odczytuje...jestem słaba.
Spójrz przez okno-czytam i podnoszę żaluzje.
Chłopak stoi na zewnątrz z gitarą! Piszczę i otwieram okno.
-Klaudyna! Miłości moja, oto piosenka dla Ciebie! -krzyczy i zaczyna grać, a ja się uśmiecham.
Piosenka dla Dusi
Twoja dłoń pasuje do mojej, jakby została stworzona tylko dla mnie
Ale zapamiętaj, że to było nam przeznaczone
I łączę kropki z piegami na twoich policzkach
I to wszystko ma dla mnie sens
Wiem, że nigdy nie lubiłaś tych zmarszczek wokół oczu, gdy się uśmiechasz
Nigdy nie lubiłaś swojego brzucha ani swoich ud
Dołeczków na twoich plecach u dołu twojego kręgosłupa
Ale ja będę kochał je bez końca
Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię, to Ty
Och,to Ty z nimi tworzysz całość.
Jestem zakochany w tobie i w tych małych rzeczach
Nie możesz pójść do łóżka bez filiżanki herbaty
I może to dlatego mówisz przez sen
I te wszystkie rozmowy są sekretami, które skrywam
Mimo, że nie mają dla mnie sensu
Wiem, że nigdy nie lubiłaś brzmienia swojego głosu na kasecie
Nigdy nie chciałaś wiedzieć, ile ważysz
Nadal musisz wciskać się w swoje dżinsy
Ale dla mnie jesteś idealna
Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to prawda, to ty
Och, to Ty z nimi tworzysz całość
Jestem zakochany w Tobie i w tych małych rzeczach
Nigdy nie będziesz kochać siebie, choć w połowie tak mocno jak ja kocham ciebie
Nigdy nie będziesz traktować siebie odpowiednio, kochanie
Ale chcę, by tak było
Jeśli pokażę ci, że jestem tu dla ciebie
Może pokochasz siebie, tak jak ja kocham ciebie
Właśnie pozwoliłem, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ponieważ to Ty, och to Ty, to Ty... To Ty z nimi tworzysz całość
Jestem w tobie zakochany i w tych małych rzeczach
Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię, to ty
Och, To Ty z nimi tworzysz całość
Jestem w tobie zakochany i w twych małych rzeczach.

Gdy kończy piszczę i zbiegam do niego. Rzucam się na niego, łapiąc nogami jego biodra. Tak bardzo go kocham...mój najlepszy chłopak.



















poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 30

~Muzyka~
NOTKA POD ROZDZIAŁEM 

*Marco*
Głośny dźwięk mojego dzwonka. Otworzyłem nagle oczy i szybko usiadłem,a telefon spadł na ziemię. Spojrzałem na niego, dzwonił Jeremi.
-Halo? -mruknąłem zaspany.
-Siema. Obudziłem Cię? -zapytał.
-Nie, to znaczy tak. Ale to nic, co jest?
-Dusia się obudziła i chce z Tobą pogadać.
-Zaraz będę. -rozłączyłem się.
Po 15 minutach byłem już u nich w domu. Jeremi mnie wpuścił,a ja od razu pobiegłem do jej pokoju. Siedziała na łóżko z nogami spuszczonymi w dół. Przypomniał mi się nasz erotyczny moment. Uklęknąłem przed nią i wpiłem z siłą w jej usta. Przez chwilę nie oddawała pocałunku, ale potem uchyliła usta, a mój język dostał się do środka.

Tego mi brakowało. Jej ciepłego wnętrza, jej smaku, po prostu jej.
*Dusia*
Gdy się obudziłam miałam kompletną pustkę w głowie. Brat opowiedział mi co się stało. Chciałam zobaczyć Marco. Po jakiś 30 minutach, w zamyśleniu nie zauważyłam kiedy chłopak wszedł do pokoju, poczuła pocałunek na ustach. Mój kochany Marco.
-Mhm. -chrząknął Jeremi,a ja szybko oderwałam się od chłopaka.
-Wybacz -mruknęłam, a na moją twarz wpłynął różowy kolorek.
Marco usiadł obok mnie i objął ramieniem, przyciągając bliżej.
-Wy tak serio? -oparł się o framugę drzwi.
-Ja ją kocham. -odparł Marco.
-Taaa. Ujmę to tak, nie będę się wpieprzał bo nie mój biznes, ale mam warunki -odparł brat.
-Jakie? -moje oczy się rozszerzyły.
-Możesz ją kochać jak tam sobie chcesz, ale nie wolno ci jej zranić, nigdy! A po drugie nie masz ją wpakować w żadnego bachora bo zajebię -syknął do Marco.
-Możesz mi wierzyć nie mam takiego zamiaru. -poświadczył mu mój chłopak.
-Oby -mrukną Jer i wyszedł.
-Jej! -rzuciłam się na chłopaka.
*Marco*
Całowałem jej piękne usteczka, a ona się śmiała. Taka piękna.
-Jak zobaczyłem Ciebie siedzącą w ten sposób przed chwilą to przypomniały mi się nasze igraszki -przygryzłem jej wargę.
-Jesteś okropny -klepnęła mnie w ramię.
-Jak się czujesz? -pocałowałem ją w nos.
-Teraz szczęśliwa. To dobrze,że Jeremi nas akceptuje. -uśmiechnęła się.
-Gorzej z rodzicami. -odparłem.
-Damy radę. Obiecałeś mi szczęście, pamiętasz? -spojrzała na mnie swoimi oczkami.
-Tak. Kocham Cię. -pocałowałem jej szyjkę.
-A ja Ciebie. Idę pod prysznic. -uśmiechnęła się.
-To leć,a  ja zejdę do Jeremiego.
Po chwili byłem już na dole z zamiarem znalezienia jej brata. Siedział w kuchni.
-Hej. -usiadłem naprzeciw niego.
-Właśnie chciałem po Ciebie iść. -spojrzał na mnie.
-Coś nie tak?
-Ona musi zniknąć.
-Co?!- krzyknąłem.
-Wiem. Ja też dług nad tym myślałem, ale tu nie jest bezpiecznie. Po raz kolejny ktoś chciał jej zrobić krzywdę. Nie ma innej opcji. -jego oczy były smutne.
-Gdzie?
-Jeszcze nie wiem. Ale daje sobie tydzień i Tobie. Ja znajdę miejscówkę i pogadam z mamą. A ty się z nią pożegnasz.
Spuściłem głowę. Boże...niedawno ją odzyskałem a on chce mi ją zabrać.
-I jeszcze jedno. Nic jej nie mów. -syknął.
-Tak. -jęknąłem i poszedłem do niej na górę.
Mam tydzień...tydzień i moje życie zamieni się w koszmar.
------------------------------------------------------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział. Trochę się dzieje :)
Mam nadzieję,że się wam podoba. Zbliżają się święta, a ponieważ następny rozdział powinien być w środę od razu PRZEPRASZAM bo nie gwarantuję wam,że dam radę. Widzimy się w czwartek lub piątek. Buziole :*














sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 29

NOTKA POD ROZDZIAŁEM
~Muzyka~
*Dusia*
Ja wiedziałam,że ktoś jest w domu. Ktoś chce mnie zabić.
Dreszcz przeszedł całe moje ciało, zadrżała mi ręka i świeca upadła na podłogę. Było ciemno, zimno, a ja nie wiedziałam co mnie czeka. Zaczęłam iść powoli do tyłu, aby się wydostać aż nagle usłyszałam jakiś głos.
-Nie ruszaj się! -krzyknął.
Stanęłam jak wryta i czekałam na najgorsze.  Usłyszałam kroki dochodzące z tyłu za mną, postać była coraz bliżej.
-Witaj -mruknął do mojego ucha i pocałował mnie w kark.
-Kim ty... -głos mi drżał.
-To ja, nie poznajesz ? -złapał mnie mocno za ramiona.
-Pomocy. -wyjęczałam cicho.
-Och słońce, to nic nie da. -odwrócił mnie gwałtownie i uderzył z otwartej ręki.
Upadłam i straciłam przytomność.
*
Obudziłam się i byłam przywiązana do krzesła, było jasno. Ktoś nadepnął stał. Byłam wyczerpana, resztką sił podniosłam głowę i ujrzałam Paula.
-Obudziłaś się -uśmiechnął się chytrze.
-Czego chcesz? -wychrypiałam.
-Zemsty! -pociągnął mnie mocno za włosy, jęknęłam z bólu,
-O co chodzi? O mnie i Ciebie? -płakałam.
-Ty głupia szmato! W ogóle mi na Tobie nie zależy. Twój pieprzony Marco zniszczył mi życie, więc ja zabiorę mu to co dla niego najważniejsze! Ciebie! -krzyczał.
-Co takiego zrobił ci Marco? -miałam mętlik w głowie.
-Zamknij się! -znów uderzył mnie w twarz, wszystko było nie wyraźne.
*Marco*
Biegłem ile sił w nogach. Niech ja tylko dorwę tego chuja! Gdy byłem już pod jej domem zobaczyłem Jeremiego.
-Co tu robisz? -zapytał.
-Czemu nie wejdziesz? -dziwiłem się,że stoi tu zamiast jej pomóc.
-Klaudyna napisała,że wyszła, a ja nie mam kluczy. -wzruszył ramionami.
To nie możliwe, to na pewno jego sprawka. Podbiegłem do drzwi i zacząłem je pchać z całej siły.
-Co ty odpierdalasz? -usłyszałem pytanie chłopaka.
Pchnąłem drzwi mocniej aż w końcu puściły. Wbiegłem do środka, a Jeremi za mną.
-Co jest? -szarpnął mnie.
-Paul jest u was i chce ją skrzywdzić -panikowałem.
-Kurwa co za chuj. Idę przeszukać górę. -pobiegł po schodach na piętro.
Sprawdziłem wszystkie pokoje, ale ich nie znalazłem. Przez chwilę wydawało mi się,że mógł ją gdzieś wywieść. Jednak po chwili usłyszałem głośny huk z piwnicy.
-Jeremi są w piwnicy! -krzyknąłem.
Zbiegł do mnie szybko, zauważyłem,że ma coś w ręce.
-Idziemy ruszył w tamtą stronę.
-Co tam masz? -wskazałem na jego rękę.
-O, trzymaj. -podał mi ten sam pistolet co podczas poprzedniej akcji.
-Nie mam zamiaru strzelać! -zaprotestowałem.
-Chodź! -weszliśmy do środka.
Musieliśmy być cicho co było trudne schodząc po starych schodach. Gdy już tam byliśmy zobaczyłem jak on nad nią stoi, a ona była przywiązana do krzesła.
-No mów! -krzyczał na nią.
Spojrzałem na Jeremiego, był smutny.
-Idziemy -szepnął i wyciągnął broń.
-Gadaj gdzie jest Marco bo cię zajebię! -krzyczał, a ona płakała.
-Nie wiem. -jęknęła. Wyciągnął dłoń z zamiarem uderzenia jej.
-Nawet nie drgnij. -Jeremi przeładował dłoń.
Paul odwrócił się w naszą stronę i roześmiał.
-Znów się spotykamy -mówił przez śmiech.
-Jesteś pojebany, ale ukrócę twoje zmagania z chorobą -nakierował swoją broń na niego.
-Jeremi proszę nie. -Dusia cicho szlochała.
-Idź do niej. -wskazał na mnie.
Szybko do niej podbiegłem i objąłem. Łkała cicho.
-Nie pozwól mi go zabić, nie teraz. -płakała w moją szyję.
-Jeremi nie strzelaj! -krzyknąłem.
-Ktoś się musi pozbyć tego chuja!
-Ona się boi, nie pozwól jej zobaczyć jak zabijasz! -objąłem dziewczynę mocniej.
Znieruchomiał, był w szoku. Wiedział,że ona go znienawidzi jak to zobaczy.
-Spierdalaj zanim się rozmyślę -spojrzał na Paula.
-Won! -krzyknął Jeremi, a Paul wybiegł jak torpeda.
Uwolniliśmy Klaudynę i Jeremi zaniósł ją do łóżka.
-Śpi? -zapytałem, gdy do mnie wrócił.
-Taa. -usiadł przy stole.
-Co z nim zrobisz?
-Dorwę i zajebię -przetarł twarz.
-Zdrzemnij się, a ja spadam do siebie. -wstałem od stołu.
-Taa. Zadzwonię jak się obudzi. -uścisnął mi dłoń.
-Czekam. -wyszedł i udałem się do domu.
*
W domu nikogo nie było. To dobrze. Zadzwoniłem do Kacpra, ale odebrała jego mama i powiedziała, że śpi. Wszedłem do pokoju i rzuciłem się na łóżko. Telefon położyłem na brzuch i czekałem na wieści od Jeremiego lub Kacpra. W głowie miałem jedno pytanie: Czego chciał ode mnie Paul?


-----------------------------------------------------------------------
Przepraszam,przepraszam,przepraszam! Wiem,że rozdział miał być wcześniej,ale nie byłam w stanie go napisać. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy by ten był jak długi i dobry :) Mam nadzieję,że się udało :P
Buziole i widzimy się w poniedziałek :*