*Klaudyna*
Gdy weszłam do domu mało brakowało,a padłabym z wrażenia. W domu było czysto, Jeremi oglądał telewizje, a mama coś gotowała!!!! Magia!!!!!! Postanowiłam zapytać brata o co chodzi...
-Hej. Co tu się dzieje?- usiadłam obok niego na kanapie.
-Co masz na myśli?- spojrzał na mnie obojętnie.
-No wiesz... Ty w domu, mama gotuje, i taki porządek tutaj...
-Nie przyzwyczajaj się. To tylko po to, bo przychodzi klient.
Już nic nie powiedziałam, tylko zamknęłam się w swoim pokoju. Pół godziny później zadzwonił do mnie Kacper, który zaprosił mnie na imprezę. W sumie nigdy na takie impry nie chodzę,ale raz nie zaszkodzi. Ubrałam się i wyszłam. Wszyscy są sobą zbyt zainteresowani sobą, że mojej nieobecności nawet nie zauważą.
Na imprezie było mega głośno i pełno ludzi. Z trudem odnalazłam chłopaków. Marco wyznał Kacprowi co jest między. Cieszę się, bo to oznacz, ze jesteśmy na dobrej drodze.
Zabawa trwa już ponad dwie godziny od mojego przybycia. Chłopaki są już trochę wstawieni. Ja nie piłam nic. Postanawiam pójść do toalety.
-Idę do łazienki - szepczę mu do ucha.
-Dobrze.- odpowiada i lekko przygryza płatek mojego ucha.
Chyba jest już za bardzo pijany bo zaczyna zachowywać się zbyt zboczenie.
Gdy docieram do toalety, co wcale nie było takie proste bo wszędzie pełno ludzi, którzy się całują, bzykają czy Bóg wie co. Jak można tak nie szanować samego siebie...?
Po kilko minutowym czekaniu wchodzę do kabiny. Gdy z niej wychodzę okazuje się, ze jestem sama w pomieszczeniu. To dobrze, mam na dziś dosyć imprezowiczów. Przepłukuję twarz wodą i zostawiam oczy zamknięte, jednak po chwili czuję, że ktoś przyciska mnie do umywalki, to na pewno nie Marco...
*Marco*
Ja pierdziele. Ale się napiłem. Powoli sam nie kontroluję co się dzieje. Kufa Klaudyna strasznie długo nie wraca. Pójdę zobaczyć co i jak.
Po dotarciu do toalety uchyliłem lekko drzwi i zobaczyłem jakiegoś kolesia, który przyciskał moją Dusie do ściany i dotykał. Natychmiast postanowiłem działać.
sobota, 20 września 2014
środa, 17 września 2014
Rozdział 8
*Marco*
Właśnie mija ostatnia lekcja i zaraz zacznie się weekend. Dusia przez cały dzień nie odezwała się ani słowem. Nie wiem dlaczego. Myślałem,że wszystko jest dobrze między nami,ale widocznie się pomyliłem. Długo myślałem nad tym czy moje wyznanie nie było błędem... ale wiem, że nie. Kocham ją ponad wszystko i tego nie spieprzę.
Po szkole udaliśmy się do kawiarni. Kacper szedł razem z nami,a Dusia nie odezwała się ani słowem. W kawiarni o dziwo był duży ruch, ale tak jest zawsze jak zaczyna się weekend. Gdy mamy przerwę postanawiam pogadać z Klaudyną o te jej fochy... Znajduję ją na zapleczu, stoi tyłem do mnie i pije herbatę. Podchodzę bliżej i obejmuje ją całując w kark. Po ciele przechodzi lekki dreszcz i mam nadzieję, że to ja to spowodowałem a nie chłód panujący w tym pomieszczeniu.
Odwraca się powoli do mnie.
-Co jest?- pytam widząc obojętność w jej oczach.
Prze chwilę nic nie mówi,ale ja wiem,że walczy z tym żeby nie wybuchnąć, jednak wymięka.
-Może ty mi powiesz co jest do choler?!-krzyczy.
-Ciszej! Nie kumam, okres masz czy jak?
-Jezu!-czerwieni się lekko.-Nie. Po prostu nie zachowujemy się jak para, w sumie to już nawet nie jak przyjaciele.
-Wiem. Przepraszam,okej? Kocham Cię i obiecuję,że to się nie powtórzy.
Spogląda na mnie i próbuje coś powiedzieć ale ją uciszam buziakiem.
-Przestań mnie uciszać w ten sposób-mówi w moje usta.
-Ale to chyba mój ulubiony sposób- uśmiecham się.
*Klaudyna*
Po skończonej pracy oboje wracamy do domu, trzymamy się za ręce, całujemy. Czuję się kochana. Tak jak jeszcze nigdy.
-Buzi na pożegnanie?-pyta i zanim zdążam odpowiedzieć jego usta już dotykają moje.
-Jesteś okropny-nie mogę opanować uśmiechu.
-Też Cię kocham-całuje mnie w czoło i idzie do siebie.
Z uśmiechem wchodzę do domu. Myślałam, że już nic nie zepsuje końcówki tego dnia. Jednak gdy weszłam do domu mało nie padłam z wrażenia.
Rozdział ósmy-jest ;)
Jak wrażenia? Chyba zaliczam go do moich ulubionych. KOMENTARZE MILE WIDZIANE :*
Właśnie mija ostatnia lekcja i zaraz zacznie się weekend. Dusia przez cały dzień nie odezwała się ani słowem. Nie wiem dlaczego. Myślałem,że wszystko jest dobrze między nami,ale widocznie się pomyliłem. Długo myślałem nad tym czy moje wyznanie nie było błędem... ale wiem, że nie. Kocham ją ponad wszystko i tego nie spieprzę.
Po szkole udaliśmy się do kawiarni. Kacper szedł razem z nami,a Dusia nie odezwała się ani słowem. W kawiarni o dziwo był duży ruch, ale tak jest zawsze jak zaczyna się weekend. Gdy mamy przerwę postanawiam pogadać z Klaudyną o te jej fochy... Znajduję ją na zapleczu, stoi tyłem do mnie i pije herbatę. Podchodzę bliżej i obejmuje ją całując w kark. Po ciele przechodzi lekki dreszcz i mam nadzieję, że to ja to spowodowałem a nie chłód panujący w tym pomieszczeniu.
Odwraca się powoli do mnie.
-Co jest?- pytam widząc obojętność w jej oczach.
Prze chwilę nic nie mówi,ale ja wiem,że walczy z tym żeby nie wybuchnąć, jednak wymięka.
-Może ty mi powiesz co jest do choler?!-krzyczy.
-Ciszej! Nie kumam, okres masz czy jak?
-Jezu!-czerwieni się lekko.-Nie. Po prostu nie zachowujemy się jak para, w sumie to już nawet nie jak przyjaciele.
-Wiem. Przepraszam,okej? Kocham Cię i obiecuję,że to się nie powtórzy.
Spogląda na mnie i próbuje coś powiedzieć ale ją uciszam buziakiem.
-Przestań mnie uciszać w ten sposób-mówi w moje usta.
-Ale to chyba mój ulubiony sposób- uśmiecham się.
*Klaudyna*
Po skończonej pracy oboje wracamy do domu, trzymamy się za ręce, całujemy. Czuję się kochana. Tak jak jeszcze nigdy.
-Buzi na pożegnanie?-pyta i zanim zdążam odpowiedzieć jego usta już dotykają moje.
-Jesteś okropny-nie mogę opanować uśmiechu.
-Też Cię kocham-całuje mnie w czoło i idzie do siebie.
Z uśmiechem wchodzę do domu. Myślałam, że już nic nie zepsuje końcówki tego dnia. Jednak gdy weszłam do domu mało nie padłam z wrażenia.
Rozdział ósmy-jest ;)
Jak wrażenia? Chyba zaliczam go do moich ulubionych. KOMENTARZE MILE WIDZIANE :*
niedziela, 14 września 2014
Rozdział 7
*Marco*
Patrzyła na mnie tymi swoimi pięknym oczami, a ja nie wiedziałem co dalej. Czy byłem już gotowy by wyznać jej co czuję...?
-Też bardzo Cię lubię-nie miałem odwagi nawet spojrzeć na nią.
-W porządku?-zapytała, łapiąc mnie za rękę.
-Taaa-teraz albo nigdy.-Dusia muszę Ci coś ważnego powiedzieć. Ja...ja Cię Kocham.
Patrzała na mnie, w wielkim zdziwieniu. No brawo Marco zjebałeś. Ale jak już się powiedziało A trzeba powiedzieć B. Otworzyła usta, pewnie z zamiarem aby się odezwać, ale ja postanowiłem to wykorzystać i delikatnie się do niej przysunąłem Nasze usta się dotknęły. Boże...miała takie ciepłe wargi, miętowy oddech. Tego było mi trzeba, tego zawsze pragnąłem.
*Klaudyna*
Miałam mętlik w głowie. On mi właśnie wyznał, że mnie kocha,a teraz się całujemy. To wszystko dzieje się za szybko. Jednak już wcześniej czułam coś do Marco i teraz już wiem co. Ja go Kocham.
*kilka godzin później*
Oboje siedzieliśmy prawie całą noc na moje kanapie przytuleni. Cały czas zastanawiałam się jak to będzie...
-Marco? A co my będziemy robić? Co będzie jak się dowiedzą?-spojrzałam na niego z przerażeniem.
-Jeszcze nie wiem. Musimy poczekać aż będziemy pełnoletni,wyjedziemy stąd i zaczniemy razem nowe życie. -odparł patrząc mi w oczy.
-A przez ten czas?
-Udawać,że jesteśmy tylko znajomymi. Tak jak zawsze.
Spuściłam głowę i już nic nie mówiłam. Czy byłam gotowa znów dusić w sobie te emocje...
-Muszę iść. Za niedługo zrobi się jasno,a ja muszę się znaleźć w pokoju - powiedział,po czym zaczął wstawać.
Chciałam go objąć jeszcze raz pocałować ale on po prostu wyszedł. Czułam ból...
*Marco*
Nie jestem pewien co się dzieje... Kocham ją, ale moi rodzice,jej matka. Oni wszyscy są przeciwko nam. Muszę to wszystko jeszcze raz przemyśleć, czy to się nie dzieje za szybko? Jednak jednej rzeczy jestem pewien nie mogę jej stracić,już nigdy.
Hej! Bardzo was przepraszam,że tyle czekaliście ale sami wiecie szkoła,problemy itp...
Jak rozdział? Czy Marco i Dusia będą dobrą parą?
Wymyśliłam jak możecie Szipować ;) naszą nową parkę :* Decyzja należy do was. :P a czy b?
a. Musia
Czy ?
b. Darco
Piszcie ^^<3
Patrzyła na mnie tymi swoimi pięknym oczami, a ja nie wiedziałem co dalej. Czy byłem już gotowy by wyznać jej co czuję...?
-Też bardzo Cię lubię-nie miałem odwagi nawet spojrzeć na nią.
-W porządku?-zapytała, łapiąc mnie za rękę.
-Taaa-teraz albo nigdy.-Dusia muszę Ci coś ważnego powiedzieć. Ja...ja Cię Kocham.Patrzała na mnie, w wielkim zdziwieniu. No brawo Marco zjebałeś. Ale jak już się powiedziało A trzeba powiedzieć B. Otworzyła usta, pewnie z zamiarem aby się odezwać, ale ja postanowiłem to wykorzystać i delikatnie się do niej przysunąłem Nasze usta się dotknęły. Boże...miała takie ciepłe wargi, miętowy oddech. Tego było mi trzeba, tego zawsze pragnąłem.
*Klaudyna*
Miałam mętlik w głowie. On mi właśnie wyznał, że mnie kocha,a teraz się całujemy. To wszystko dzieje się za szybko. Jednak już wcześniej czułam coś do Marco i teraz już wiem co. Ja go Kocham.
*kilka godzin później*
Oboje siedzieliśmy prawie całą noc na moje kanapie przytuleni. Cały czas zastanawiałam się jak to będzie...
-Marco? A co my będziemy robić? Co będzie jak się dowiedzą?-spojrzałam na niego z przerażeniem.
-Jeszcze nie wiem. Musimy poczekać aż będziemy pełnoletni,wyjedziemy stąd i zaczniemy razem nowe życie. -odparł patrząc mi w oczy.
-A przez ten czas?
-Udawać,że jesteśmy tylko znajomymi. Tak jak zawsze.
Spuściłam głowę i już nic nie mówiłam. Czy byłam gotowa znów dusić w sobie te emocje...
-Muszę iść. Za niedługo zrobi się jasno,a ja muszę się znaleźć w pokoju - powiedział,po czym zaczął wstawać.
Chciałam go objąć jeszcze raz pocałować ale on po prostu wyszedł. Czułam ból...
*Marco*
Nie jestem pewien co się dzieje... Kocham ją, ale moi rodzice,jej matka. Oni wszyscy są przeciwko nam. Muszę to wszystko jeszcze raz przemyśleć, czy to się nie dzieje za szybko? Jednak jednej rzeczy jestem pewien nie mogę jej stracić,już nigdy.
Hej! Bardzo was przepraszam,że tyle czekaliście ale sami wiecie szkoła,problemy itp...
Jak rozdział? Czy Marco i Dusia będą dobrą parą?
Wymyśliłam jak możecie Szipować ;) naszą nową parkę :* Decyzja należy do was. :P a czy b?
a. Musia
Czy ?
b. Darco
Piszcie ^^<3
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział 6
*Marco*
Mój ojciec wparował na ognisko i wydzierał się to na mnie to na Dusię to na Kacpra. Ja pierdziele jaki wstyd! Widziałem,że Klaudyna była bliska płaczu ale nie wiedziałem czy przez mojego ojca czy przez jej matkę. Wstałem i po prostu minąłem mojego ojca udając się do domu. Wiem,że w domu czeka mnie niezła awantura ale w tym momencie to chrzanie. Dotarłem do domu przed nim i poszedłem do swojego pokoju. Nie musiałem długo czekać po około 10 minutach wpadł do pokoju wraz z mamą, już nic nie mówił od razu zdjął pasek od spodni i kazał matce mnie przytrzymać. Złapała mnie mocno za ramiona i przycisnęła do ściany, a on uderzał mnie gdzie popadnie. Czułem ból, naprawdę silny ból, nie wiedziałem co się dzieje, cały świat zaczął znikać, potem tylko zamknąłem oczy i już nic nie czułem. Obudziłem się...leżałem na ziemi, podniosłem się i spojrzałem na zegarek 21:00. W domu było ciemno, pewnie wszyscy spali. Napisałem smsa do Klaudyny czy mogę wpaść, odpisała że tak. Udałem się cicho na dół, a potem już biegłem do jej domu. Wpuściła mnie przez okno, zawsze tak wchodzę gdy u niej jest libacja alkoholowa. usiedliśmy na kanapie w jej pokoju. -Hej...co jest?- zapytała siadając za moimi plecami.
-Nic-odpowiedziałem obojętnie.
-Przecież widzę.-nacisnęła na moje plecy.
-Ahhhh-syknąłem.
-Co do cholery?!-spojrzała na mnie.
-To nic-unikałem jej wzroku.
-Pokaż!-krzyknęła i podniosła moją koszulkę.
*oczami Klaudyny*
Podniosłam jego koszulkę. Zobaczyłam pełno cięć na których była zaschnięta krew. Rany musiały być świeże.
-To on?!-zapytałam przerażona.
-Mhm-kiwnął głową.
-Nie możesz pozwalać mu by cię tak traktował! musisz się postawić,walczyć o swoje!
-Dusia nie mogę! To mój ojciec, z resztą nie dam rady-westchnął zrezygnowany.
-Moja matka też nie jest lepsza-mruknęłam.
-Co jest malutka?-złapał mnie za rękę.
-Nawrzeszczała na mnie, zwyzywała od dziwek i zagroziła, że jak jeszcze raz się z tobą spotkam to mnie wywiezie do burdelu bardzo dalekooo-rozpłakałam się.
-Mój ojciec też zabrania mi się z tobą spotykać.
-Lubię cię-powiedziałam cicho z lekkim uśmiechem.
-Szkoda, bo ja cię...
Hej KOCHANI! Jak rozdział co myślicie? Mnie się bardzo podoba. Co Marco chce powiedzieć Klaudynie? Piszcie swoje opinie,zdania. Pozdrawiam Was i Kocham. BUZIOLLLE ♥♥♥
sobota, 9 sierpnia 2014
Rozdział 5
*kilka dni później*
Klaudyna od kilku dni nie pojawia się w szkole, ani w pracy czy w ogóle gdziekolwiek. Wiem,że to co się zdarzyło bardzo mocno nią wstrząsnęło, ale powinna wrócić do normalności. Jeremi opowiada mi czasem, że mało je i prawie w cale nie wychodzi z pokoju. Jej matka oczywiście w ogóle nie widzi nic złego w zaistniałej sytuacji. Staramy się z Kacprem w jakiś sposób ją wspierać, ale ona w ogóle nie chce nas widzieć. Dziś jest sobota i organizują u nas jakiś wiosenny festyn. Razem z Kacprem mamy zamiar zabrać na niego Dusię. Drzwi do jej domu otwiera nam jej starszy brat. Dziewczyna siedzi w kuchni.
-Siema!- krzyczymy radośnie.
-Hej- odpowiada słabo.
-Szykuj się. Idziemy na festyn wiosenny, ale to już!- zachęcam ją.
-Nie chcę- skamle.
-Szybko! Bez wymówek!- mówi Kacper.
-No...okej- wstaje od stołu i udaje się na górę.
*oczami Klaudyny*
Chłopaki zawsze muszą coś sobie ubzdurać. Ale może to dobrze, może powinnam już wyjść z domu. Nie mogę cały czas rozpamiętywać tego co wydarzyło się w tamtym burdelu. Ubieram pierwsze lepsze ciuchy znalezione w szafie i schodzę na dół. Oboje uśmiechnięci stoją przy drzwiach. Uwielbiam ich, są najlepsi.
Droga na polane, na której odbywa się festyn jest trochę długa, ale Marco i Kacper cały czas zasypują mnie żartami. Gdy docieramy na miejsce ognisko już się pali, gra orkiestra i wszyscy się bawią. Bierzemy ze stołu kiełbaski i pieczemy je na grillu, tańczymy po prostu dobrze się bawimy. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam się uśmiechać. Niestety mój uśmiech nie trwa zbyt długo. Zabawę przerywa moja pijana matka w raz ze swoimi kolegami. Robi jakąś awanturę, przewraca się, kompletny wstyd. A jakby tego było mało wściekły ojciec Marco atakuje nas oboje. To chyba jeden z najgorszych dni w moim życiu, a to dopiero początek...
Taki króciutki rozdział ode mnie. Mam nadzieję, że wam się podoba. Zachęcam do komentowania :)
Buziole :*
Klaudyna od kilku dni nie pojawia się w szkole, ani w pracy czy w ogóle gdziekolwiek. Wiem,że to co się zdarzyło bardzo mocno nią wstrząsnęło, ale powinna wrócić do normalności. Jeremi opowiada mi czasem, że mało je i prawie w cale nie wychodzi z pokoju. Jej matka oczywiście w ogóle nie widzi nic złego w zaistniałej sytuacji. Staramy się z Kacprem w jakiś sposób ją wspierać, ale ona w ogóle nie chce nas widzieć. Dziś jest sobota i organizują u nas jakiś wiosenny festyn. Razem z Kacprem mamy zamiar zabrać na niego Dusię. Drzwi do jej domu otwiera nam jej starszy brat. Dziewczyna siedzi w kuchni.
-Siema!- krzyczymy radośnie.
-Hej- odpowiada słabo.
-Szykuj się. Idziemy na festyn wiosenny, ale to już!- zachęcam ją.
-Nie chcę- skamle.
-Szybko! Bez wymówek!- mówi Kacper.
-No...okej- wstaje od stołu i udaje się na górę.
*oczami Klaudyny*
Chłopaki zawsze muszą coś sobie ubzdurać. Ale może to dobrze, może powinnam już wyjść z domu. Nie mogę cały czas rozpamiętywać tego co wydarzyło się w tamtym burdelu. Ubieram pierwsze lepsze ciuchy znalezione w szafie i schodzę na dół. Oboje uśmiechnięci stoją przy drzwiach. Uwielbiam ich, są najlepsi.
Droga na polane, na której odbywa się festyn jest trochę długa, ale Marco i Kacper cały czas zasypują mnie żartami. Gdy docieramy na miejsce ognisko już się pali, gra orkiestra i wszyscy się bawią. Bierzemy ze stołu kiełbaski i pieczemy je na grillu, tańczymy po prostu dobrze się bawimy. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam się uśmiechać. Niestety mój uśmiech nie trwa zbyt długo. Zabawę przerywa moja pijana matka w raz ze swoimi kolegami. Robi jakąś awanturę, przewraca się, kompletny wstyd. A jakby tego było mało wściekły ojciec Marco atakuje nas oboje. To chyba jeden z najgorszych dni w moim życiu, a to dopiero początek...
Taki króciutki rozdział ode mnie. Mam nadzieję, że wam się podoba. Zachęcam do komentowania :)
Buziole :*
Info :)
Kochani!!!!!! Mamy piękny wygląd bloga! Mam nadzieję,że wam też się podoba. Dziękuję za dużą liczbę wyświetleń. W zakładce po prawej stronie macie "Polecane blogi" zachęcam was do czytania i komentowania :* Buziole :******
wtorek, 29 lipca 2014
Rozdział 4
~Muzyka~
*oczami Marco*
Jechaliśmy z Jeremim jakieś chyba 150/h. Nie wiem czy to był dobry pomysł aby naćpany Jeremi ale nie chciałem się już kłócić. Najważniejsze było to aby doprowadził mnie do Klaudyny na czas. nie wiedziałem do kąt jedziemy, coś tylko mi wspomniał o jakimś burdelu. Mam nadzieję, że nikt jej nie tknął bez jej zgody, bo ich chyba wszystkich pozabijam.
*oczami Klaudyny*
Leżałam na łóżku wykończona. Seks to najgorsze świństwo na świecie. Obleśny typ był taki brutalny i okrutny. Nie miałam już siły płakać. Po prostu leżałam na tym brudnym łóżku i czekałam. Wiedziałam, że to nie koniec,czułam, że oni jeszcze wrócą. Było mi zimno, wszystko mnie bolało. Przestałam wierzyć, że ktoś może mnie uratować. Po prostu byłam na to skazana.
*oczami Marco*
Jeremi zaparkował auto z tyłu budynku.
-Ja ich zatrzymam a ty ją znajdź. Tylko mi obiecaj, że bez względu na wszystko po prostu z nią ty przyjdziesz. I razem z tond odjedziemy, okej? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
-Jasne. Chodźmy.
Weszliśmy do środka,a Jeremi prowadził mnie na zaplecze do jakiegoś szefa.
-Witam. Razem z kolegą szukamy panienek do towarzystwa. - Jeremi zaczął rozmowę z tym świrem.
- Macie Panowie kogoś konkretnego ma myśli?
- Kolega szuka brunetki o imieniu Klaudyna. Powiedziano nam, że jest dobra.
- Tak. To nasza nowa sztuka. Klienci ją sobie bardzo chwalą- myślałem,że wyjdę z siebie.
- Świetnie. Kolega bardzo chętny. - Jeremi posłał mi uśmiech.
- Dobrze. Ren! Zaprowadź Pana do pokoju 206. - wrzasnął a do pokoju wszedł wysoki mężczyzna.
Jeremi został w pomieszczeniu, a ja razem z tym kolesiem wyszliśmy. Weszliśmy do ciemnego pokoju. Ten cały Ren zamknął drzwi. Rozglądałem się po ciemnym pokoju aż w końcu zobaczyłem łóżko. Poszedłem bliżej a to co tam zobaczyłem przerosło moje wszystkie wyobrażenia.
*oczami Klaudyny*
Drzwi znów się otworzyły, ale ja nie miałam już siły zobaczyć kto przyszedł. To pewnie jak zwykle kolejny napalony zboczeniec. Leżałam bez ruchu jakieś dobre 15 minut. Dziwne było to, że mój "klient" nie wykonał żadnego ruchu. Podniosłam głowę i zobaczyłam.....MOJEGO MARCO! Stał oparty o ramę łóżka, przyglądając mi się uważnie.
-Niunia co ci się stało? -głos mu się łamał.
-Ona mnie tu zostawiła. Tak po prosty zostawiła - znów się rozpłakałam.
-Nie! Mała nie płacz, proszę! Twoje łzy są jak kwas na moje serce. -usiadł obok mnie i mocno objął.
-Zabierz mnie stąd. Proszę...-wyszeptałam wtulona w jego szyję.
-Oczywiście.- wziął mnie na ręce i zaczął wyprowadzać na zewnątrz.
Podoba Wam się? Piszcie śmiało :) Bardzo Was przepraszam ,że nie dodałam wczoraj rozdziału ale zabrało mi internet. Dodałam kilka nowych "gadżetów" na bloga. Na samym dole jest ankieta, w której możecie wyrażać swoje opinie. Proszę komentujcie :/ Kocham Was ♥
*oczami Marco*
Jechaliśmy z Jeremim jakieś chyba 150/h. Nie wiem czy to był dobry pomysł aby naćpany Jeremi ale nie chciałem się już kłócić. Najważniejsze było to aby doprowadził mnie do Klaudyny na czas. nie wiedziałem do kąt jedziemy, coś tylko mi wspomniał o jakimś burdelu. Mam nadzieję, że nikt jej nie tknął bez jej zgody, bo ich chyba wszystkich pozabijam.
*oczami Klaudyny*
Leżałam na łóżku wykończona. Seks to najgorsze świństwo na świecie. Obleśny typ był taki brutalny i okrutny. Nie miałam już siły płakać. Po prostu leżałam na tym brudnym łóżku i czekałam. Wiedziałam, że to nie koniec,czułam, że oni jeszcze wrócą. Było mi zimno, wszystko mnie bolało. Przestałam wierzyć, że ktoś może mnie uratować. Po prostu byłam na to skazana.
*oczami Marco*
Jeremi zaparkował auto z tyłu budynku.
-Ja ich zatrzymam a ty ją znajdź. Tylko mi obiecaj, że bez względu na wszystko po prostu z nią ty przyjdziesz. I razem z tond odjedziemy, okej? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
-Jasne. Chodźmy.
Weszliśmy do środka,a Jeremi prowadził mnie na zaplecze do jakiegoś szefa.
-Witam. Razem z kolegą szukamy panienek do towarzystwa. - Jeremi zaczął rozmowę z tym świrem.
- Macie Panowie kogoś konkretnego ma myśli?
- Kolega szuka brunetki o imieniu Klaudyna. Powiedziano nam, że jest dobra.
- Tak. To nasza nowa sztuka. Klienci ją sobie bardzo chwalą- myślałem,że wyjdę z siebie.
- Świetnie. Kolega bardzo chętny. - Jeremi posłał mi uśmiech.
- Dobrze. Ren! Zaprowadź Pana do pokoju 206. - wrzasnął a do pokoju wszedł wysoki mężczyzna.
Jeremi został w pomieszczeniu, a ja razem z tym kolesiem wyszliśmy. Weszliśmy do ciemnego pokoju. Ten cały Ren zamknął drzwi. Rozglądałem się po ciemnym pokoju aż w końcu zobaczyłem łóżko. Poszedłem bliżej a to co tam zobaczyłem przerosło moje wszystkie wyobrażenia.
*oczami Klaudyny*
Drzwi znów się otworzyły, ale ja nie miałam już siły zobaczyć kto przyszedł. To pewnie jak zwykle kolejny napalony zboczeniec. Leżałam bez ruchu jakieś dobre 15 minut. Dziwne było to, że mój "klient" nie wykonał żadnego ruchu. Podniosłam głowę i zobaczyłam.....MOJEGO MARCO! Stał oparty o ramę łóżka, przyglądając mi się uważnie.
-Niunia co ci się stało? -głos mu się łamał.
-Ona mnie tu zostawiła. Tak po prosty zostawiła - znów się rozpłakałam.
-Nie! Mała nie płacz, proszę! Twoje łzy są jak kwas na moje serce. -usiadł obok mnie i mocno objął.
-Zabierz mnie stąd. Proszę...-wyszeptałam wtulona w jego szyję.
-Oczywiście.- wziął mnie na ręce i zaczął wyprowadzać na zewnątrz.
Podoba Wam się? Piszcie śmiało :) Bardzo Was przepraszam ,że nie dodałam wczoraj rozdziału ale zabrało mi internet. Dodałam kilka nowych "gadżetów" na bloga. Na samym dole jest ankieta, w której możecie wyrażać swoje opinie. Proszę komentujcie :/ Kocham Was ♥
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


