sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 29

NOTKA POD ROZDZIAŁEM
~Muzyka~
*Dusia*
Ja wiedziałam,że ktoś jest w domu. Ktoś chce mnie zabić.
Dreszcz przeszedł całe moje ciało, zadrżała mi ręka i świeca upadła na podłogę. Było ciemno, zimno, a ja nie wiedziałam co mnie czeka. Zaczęłam iść powoli do tyłu, aby się wydostać aż nagle usłyszałam jakiś głos.
-Nie ruszaj się! -krzyknął.
Stanęłam jak wryta i czekałam na najgorsze.  Usłyszałam kroki dochodzące z tyłu za mną, postać była coraz bliżej.
-Witaj -mruknął do mojego ucha i pocałował mnie w kark.
-Kim ty... -głos mi drżał.
-To ja, nie poznajesz ? -złapał mnie mocno za ramiona.
-Pomocy. -wyjęczałam cicho.
-Och słońce, to nic nie da. -odwrócił mnie gwałtownie i uderzył z otwartej ręki.
Upadłam i straciłam przytomność.
*
Obudziłam się i byłam przywiązana do krzesła, było jasno. Ktoś nadepnął stał. Byłam wyczerpana, resztką sił podniosłam głowę i ujrzałam Paula.
-Obudziłaś się -uśmiechnął się chytrze.
-Czego chcesz? -wychrypiałam.
-Zemsty! -pociągnął mnie mocno za włosy, jęknęłam z bólu,
-O co chodzi? O mnie i Ciebie? -płakałam.
-Ty głupia szmato! W ogóle mi na Tobie nie zależy. Twój pieprzony Marco zniszczył mi życie, więc ja zabiorę mu to co dla niego najważniejsze! Ciebie! -krzyczał.
-Co takiego zrobił ci Marco? -miałam mętlik w głowie.
-Zamknij się! -znów uderzył mnie w twarz, wszystko było nie wyraźne.
*Marco*
Biegłem ile sił w nogach. Niech ja tylko dorwę tego chuja! Gdy byłem już pod jej domem zobaczyłem Jeremiego.
-Co tu robisz? -zapytał.
-Czemu nie wejdziesz? -dziwiłem się,że stoi tu zamiast jej pomóc.
-Klaudyna napisała,że wyszła, a ja nie mam kluczy. -wzruszył ramionami.
To nie możliwe, to na pewno jego sprawka. Podbiegłem do drzwi i zacząłem je pchać z całej siły.
-Co ty odpierdalasz? -usłyszałem pytanie chłopaka.
Pchnąłem drzwi mocniej aż w końcu puściły. Wbiegłem do środka, a Jeremi za mną.
-Co jest? -szarpnął mnie.
-Paul jest u was i chce ją skrzywdzić -panikowałem.
-Kurwa co za chuj. Idę przeszukać górę. -pobiegł po schodach na piętro.
Sprawdziłem wszystkie pokoje, ale ich nie znalazłem. Przez chwilę wydawało mi się,że mógł ją gdzieś wywieść. Jednak po chwili usłyszałem głośny huk z piwnicy.
-Jeremi są w piwnicy! -krzyknąłem.
Zbiegł do mnie szybko, zauważyłem,że ma coś w ręce.
-Idziemy ruszył w tamtą stronę.
-Co tam masz? -wskazałem na jego rękę.
-O, trzymaj. -podał mi ten sam pistolet co podczas poprzedniej akcji.
-Nie mam zamiaru strzelać! -zaprotestowałem.
-Chodź! -weszliśmy do środka.
Musieliśmy być cicho co było trudne schodząc po starych schodach. Gdy już tam byliśmy zobaczyłem jak on nad nią stoi, a ona była przywiązana do krzesła.
-No mów! -krzyczał na nią.
Spojrzałem na Jeremiego, był smutny.
-Idziemy -szepnął i wyciągnął broń.
-Gadaj gdzie jest Marco bo cię zajebię! -krzyczał, a ona płakała.
-Nie wiem. -jęknęła. Wyciągnął dłoń z zamiarem uderzenia jej.
-Nawet nie drgnij. -Jeremi przeładował dłoń.
Paul odwrócił się w naszą stronę i roześmiał.
-Znów się spotykamy -mówił przez śmiech.
-Jesteś pojebany, ale ukrócę twoje zmagania z chorobą -nakierował swoją broń na niego.
-Jeremi proszę nie. -Dusia cicho szlochała.
-Idź do niej. -wskazał na mnie.
Szybko do niej podbiegłem i objąłem. Łkała cicho.
-Nie pozwól mi go zabić, nie teraz. -płakała w moją szyję.
-Jeremi nie strzelaj! -krzyknąłem.
-Ktoś się musi pozbyć tego chuja!
-Ona się boi, nie pozwól jej zobaczyć jak zabijasz! -objąłem dziewczynę mocniej.
Znieruchomiał, był w szoku. Wiedział,że ona go znienawidzi jak to zobaczy.
-Spierdalaj zanim się rozmyślę -spojrzał na Paula.
-Won! -krzyknął Jeremi, a Paul wybiegł jak torpeda.
Uwolniliśmy Klaudynę i Jeremi zaniósł ją do łóżka.
-Śpi? -zapytałem, gdy do mnie wrócił.
-Taa. -usiadł przy stole.
-Co z nim zrobisz?
-Dorwę i zajebię -przetarł twarz.
-Zdrzemnij się, a ja spadam do siebie. -wstałem od stołu.
-Taa. Zadzwonię jak się obudzi. -uścisnął mi dłoń.
-Czekam. -wyszedł i udałem się do domu.
*
W domu nikogo nie było. To dobrze. Zadzwoniłem do Kacpra, ale odebrała jego mama i powiedziała, że śpi. Wszedłem do pokoju i rzuciłem się na łóżko. Telefon położyłem na brzuch i czekałem na wieści od Jeremiego lub Kacpra. W głowie miałem jedno pytanie: Czego chciał ode mnie Paul?


-----------------------------------------------------------------------
Przepraszam,przepraszam,przepraszam! Wiem,że rozdział miał być wcześniej,ale nie byłam w stanie go napisać. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy by ten był jak długi i dobry :) Mam nadzieję,że się udało :P
Buziole i widzimy się w poniedziałek :*






wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 28

~~Muzyka~NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!
*Marco*
-Kiedy myśmy ostatnio razem palili? -pyta mnie Kacper.
-Nie wiem, dawno... -wypuściłem kłębek dymu.
-MARCO?! -dobiegł mnie donośny krzyk.
Spojrzałem w stronę dochodzącego krzyku i zobaczyłem moją dziewczynę. Szła w naszym kierunku. Miała końcówki włosów przycięte i poprawione swoje ombre. Wyglądała pięknie.
-Co ty robisz? -stanęła przed nami i skrzyżowała ręce na piersi.
-Hej piękna! -Kacper zaczął do niej machać.
-Hejka. -nachyliła się i ucałowała jego policzek.
-A ja? -zrobiłem smutną minkę.
-Nie. Śmierdzisz papierosami. -mruknęła.
-On też! -zacząłem protestować.
-Ale na jego zdrowiu mi nie zależy. Tylko na mojego chłopaka, później męża, ojca dzieci. -uśmiechnęła się.
-Żadnych dzieci. -jęknął Kacper.
-Czemu ?- zaciekawiona usiadła między nami.
-Bo ich nie lubię. -odparł i spojrzał na mnie wymownie.
Kiwnąłem głową na znak, że rozumiem. Tylko czemu jej nie powie? Po chwili usłyszeliśmy dźwięk smsa.
-Czyj? -zapytałem.
-Mój. -odparł Kacper zapatrzony w ekran.
-Cholera -mruknął po chwili.
-Co jest? -zapytałem.
-Ari. -i już wiedziałem o co chodzi.
-Mała, ja muszę lecieć z Kacprem. Buzi -pocałowałem jej czoło.
-Ale... -zaczęła.
-Potem! -krzyknąłem i oboje byliśmy na końcu ulicy.
*
-Gdzie ona jest?! -krzyczał Kacper.
-Spokojnie. -krążymy po parkingu od 30 minut.
-Idzie. -mruknął i podszedł do niej.
-Kacper, kochany! -chciała go objąć, ale ją odepchnął.
-Co jest? -zapytała zdziwiona, gdy mnie zobaczyła.
-Ja już wiem. -zaśmiał się jej w twarz.
-Co? -zbladła.
-Ty szmato! -ryknął nagle.
-Ja nie chciała. To on... -zaczęła szlochać.
-Po co? -spojrzałem na nią.
-Ja nie wiem... on się chce na was zemścić, na tobie Marco. -dławiła się łzami.
Kacper był strasznie zdenerwowany, aż w końcu uderzył ją z otwartej dłoni w twarz. Upadła...
-Kacper! -krzyknąłem na niego. Odsunął się od nas.
-Gdzie jest Paul? -nachyliłem się nad nią.
-Pomóż mi... -złapała mnie za ramię.
-Jak mi powiesz to Ci nic nie będzie.
-Załatwię to... -mruknął Kacper, a w jego oczach był gniew.
-Dusia... -wyszeptała, a moje ciało się napięło.
*Dusia*
Siedziałam przy świecach i czytałam książkę. 20 minut temu wysiadł prąd, ehh.
Nagle usłyszałam trzask na dole. Byłam sama, więc nikt nie mógł tego zrobić. Za pierwszym razem bałam się zejść, ale potem postanowiłam to sprawdzić. Wzięłam jedną ze świec i udałam się na dół. Przeszłam wszystkie pokoje i wszystko wyglądało dobrze. W lekkim szoku chciałam udać się na górę, jednak usłyszałam trzaski w piwnicy. Gdy tam weszłam, udałam się niżej. Prawie nic nie widziałam bo było ciemno, a świeca słabo świeciła. Wtedy drzwi się zamknęły,a ja wiedziałam, że ktoś jest w domu. Ktoś chce mnie zabić...
-----------------------------------------------------------------------------------
Hej <3
U nas jak zawsze się dzieje xD
Jesteście cudowni *.* Mamy tak dużo wyświetleń, po prostu spełniacie moje najskrytsze marzenia. DZIĘKUJĘ ♥



niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 27

~Muzyka~
*Dusia*
-
Kocham Cię już na zawsze. -objął mnie mocno.
-Dlaczego o to zapytałeś? -uspokoiłam się.
-Nie wiem... chciałem wiedzieć. Dotykał Cię? -dodał szybko.
-Marco! Oczywiście, że nie! -uderzyłam go w ramię.
-Okej, okej. Przecież wiem. -śmiał się.
-Ile jeszcze? -położyłam się na jego tors.
-Co?
-Udawać,że jest źle? -oboje baliśmy się tego pytania.
-Czasem musi być źle by mogło być dobrze...
-Nie chcę... -znów byłam bliska płaczu.
-Obiecuję Ci, że niedługo będziesz szczęśliwa. Na zawsze. -wtulił mnie w swoje ciało.
Nie byłam w stanie już nic powiedzieć, po prostu podziwialiśmy gwiazdy.

Późnym wieczorem oboje udaliśmy się do domów. Tej nocy musiałam spać bez niego.
*Marco*
Wstałem po południu. Musiałem się szybko wyszykować bo na 13 byłem umówiony z Kacprem. On i Ari idą dziś do ginekologa. Ja będę czekał za budynkiem, a kiedy się z nią pożegna zaczniemy ją śledzić. W końcu musimy poznać prawdę.
Dotarłem na spotkanie na czas. Dałem chłopakowi znak, że już jestem. A potem widziałem jak oboje wchodzą do środka.
Po około godzinie Kacper przyszedł do mnie.
-I jak? -zapytałem.
-Ciąża -odparł.
-Ruszamy.
Śledziliśmy ją ponad godzinę, aż dotarła na prawie koniec miasta. Schowaliśmy się za murek i czekaliśmy na rozwój zdarzeń, po chwili na miejsce przybył Paul...
-Co on tu do cholery robi?! -mruknął Kacper.
-Nie wiem... Myślałem,że ich zgarnęli. Cicho -szepnąłem do niego.
Nasłuchiwaliśmy w ciszy ich rozmowy.
-Hej piękna. -pocałował ją namiętnie.
-Gdzieś ty kurwa był?! -krzyknęła na niego.
-Spokojnie. Jesteś w ciąży czy nie? -zapytał ją.
-Tak.
-On wie?
-Wie.
-No to po chuj się wściekasz? -objął ją.
-Bo to ty miałeś ich załatwić, a nie ja !
-Luzik. Wykorzystasz go trochę, a potem poronisz i po zabawie.
-Jesteś chujem -mruknęła i pocałowała go w szyję.
-A ty szmatą. Możesz uprawiać seks? -uśmiechnął się.
-Ale tylko z tobą, już z nim nie chcę. To było beznadziejne. -jęknęła.
-Tak cię przerżnę, że zapomnisz -uszczypnął ja w tyłek.
Gdy oni odeszli ja i Kacper wyszliśmy z naszej skrytki.
-Jak się trzymasz stary? -zapytałem Kacpra.
-Z jednej strony lepiej, z jednej gorzej. -westchnął.
-To znaczy?
-No bo już znam prawdę, ale tak trochę liczyłem, że coś do mnie czuje. -wzruszył ramionami.
-Załatwimy ją i jego. A ty znajdziesz kogoś lepszego -poklepałem go po ramieniu.
-Wracajmy. Dusia pewnie za tobą tęskni. -zaśmiał się.
-Dobra, dobra. -klepnąłem go w ramię.
*
W domu byliśmy pod wieczór. Niestety nie zastaliśmy jej. Jeremi powiedział mi, że jest u fryzjera,
Usiedliśmy na werandzie, przed moim domem i czekaliśmy na nią. Kacper wyjął paczkę papierosów. To nie tak, że palę, palę bo to mnie uspokaja. A teraz spokój był bardzo potrzebny.



piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 26

~Muzyka~
*Marco*
-Pomóż mi -szepnął bliski płaczu...
Pierwszy raz widziałem go w takim stanie. Jeszcze nie wiedziałem jak, ale jakoś trzeba mu pomóc...
-Okej... pójdziesz z nią na to spotkanie, ale nie daj niczego po sobie poznać -mruknąłem.
-Ale po co udawać,że to moje dziecko? -mówił jakby do siebie.
-Może spała z jakimś biednym chujem i chce cię naciągnąć na kasę, albo nie pamięta kto ojcem, albo... -przerwałem.
-Albo co?
-Albo faktycznie jest twoje. -dodałem cicho.
-Co robimy? -posmutniał jeszcze bardziej.
-Plan jest prosty i myślę,że nawet ty go zrozumiesz -uśmiechnąłem się pod nosem. -Pójdziesz z nią do lekarza, i zaczniemy ją śledzić. Jeśli jest na 100% w ciąży, ojcem nie jesteś ty to skontaktuje się z prawdziwym ojcem i wszystko będzie jasne. -w jego oczach zobaczyłem spokój.
-Dziękuję... -objął mnie ramieniem.
-A teraz chodź. Jeszcze wcześnie i można pospać -udawałem zmęczenie, a on się śmiał.
*Dusia*
Wstałam o 10.00. Gdy przypomniałam sobie co miało miejsce poprzedniej nocy i dziś rano uśmiech sam wszedł mi na twarz. Jak ja go kocham...
Ubrałam się i zeszłam na dół by zjeść śniadanie. Myślałam, że nikogo nie ma, ale się myliłam. W kuchni stał... Jeremi!
-A co tu robisz? Myślałam, że wracasz jutro... -moje ciało zaczęło drżeć.
-Ale wróciłem wczoraj wieczorem. -nawet na mnie nie spojrzał.
Wieczorem?! Słyszał mnie i Marco? O Boże...!
-Mhm... -usiadłam przy stole i  starałam się ukryć zdenerwowanie.
Po chwili brat postawił przede mną kanapki i usiadł na przeciw.
-Dzięki -zabrałam się za jedzenie.
-Co robiłaś wczoraj? -czułam jak mięśnie mi się napinają.
-Nic.. to co zawsze -unikałam jego palącego wzroku.
-Kto tu był? Odpowiedź, nie umiesz kłamać.
-Marco -szepnęłam.
-Pogodziliście się?
-Tak. Kocham go. -spojrzałam w jego oczy.
-Co robiliście?
-My tylko... nie wiem co to było -rumienię się,
-To znaczy...seks? -wysyczał.
-Nie ja... nie wiem, jeszcze z nim nie sypiam -twarz mi się paliła.
-Jeszcze?!
-Mam taki zamiar...
-Co robisz?!
-Wybacz, ale to moje ciało, nie złość się. -chciałam złagodzić sytuacje.
-Masz racje zrobisz jak zechcesz. -wstał i wyszedł z domu.
*Marco*
Liczyłem, że wprowadzimy nasz plan w życie, ale Ari odwołała spotkanie. Coś tu nie gra. Ale teraz nie mam do tego głowy.
Jestem najwyższym budynku w mieście i przygotowuje romantyczne spotkanie dla mnie i Dusi.
Ma tu przyjść za 20 minut. Wszystko gotowe, strasznie się stresuje.
Drzwi otwierają się, a mój aniołek wchodzi do środka. Ma na sobie turkusową sukienkę do kolan, czarne obcasy, a włosy rozpuszczone... Śliczna.
-Chodź. -mówię, wyciągając do niej dłoń.
*
Po godzinie leżymy razem na kocu i patrzymy na gwiazdy.
-Moja -głaszczę jej ramiona.
-Mój... -uśmiecha się.
-Czemu go całowałaś? -pytam nagle.
-Co? Kogo?! -siada naprzeciw mnie.
-Paula...
-Za pierwszym razem z zazdrości, widziałam cię z jakąś laską w barze i chciałam żebyś był zazdrosny, i potem tak samo...dla zazdrości.
-Ile razy?
-2 może 3... -rumieni się, moja słodka.
-Podobało ci się? -krew zaczyna we mnie wrzeć...
-Tylko raz, pierwszy... potem tęskniłam za tobą -była bliska płaczu.
-Już... -wtuliła się w moją szyję. -Kocham Cię już na zawsze.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej :) Dziękuję za 1173 wyświetlania. Uczucie nie do opisania. Kocham Was <3 

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 25


  ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY EROTYCZNE. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. MOŻESZ POMINĄĆ ROZDZIAŁ!!
Notka pod rozdziałem!!
~Muzyka~
*Dusia*-Pragnę Cię...-wyszeptałam i zjechałam dłonią w dół jego spodni, do krocza...
Złapał szybko moją rękę, przyłożył do swoich ust i pocałował.
-Nie słońce. Nie mogę. -odparł po chwili.
-Nie chcesz mnie? -poczułam ból w klatce piersiowej.
-Oczywiście, że chcę. Ale to twój pierwszy raz, mój  z resztą też, ale ja tego tak nie odczuwam. -znów pocałował mnie w dłoń.
-To nie jest mój pierwszy raz... -mówię,a jego ciało się napina.
-W sensie,że w tym burdelu... -wtulam się w niego szukając bezpieczeństwa.
-Wiem, ale to nie była twoja dobrowolna decyzja wciąż jesteś nienaruszona -uśmiechnął się słodko.
-Więc mnie rusz - odparłam stanowczo.
-A coś ty taka napalona? -zaśmiał się. -Teraz nie, ale obiecuję, że niedługo to zrobimy -szepnął.
-Kiedy? -czułam się zniecierpliwiona.
-Niedługo, ale jak tak się niecierpliwisz to coś ci pokażę -przejechał palcem po mojej szyi.
-Tak? -zapytałam cicho.
-Mhm. Ale musimy zrobić łóżko. -wstał,  a ja razem z nim.
Po chwili łóżko było gotowe, a ja czułam zdenerwowanie i podniecenie.
-Połóż się na brzegu łóżka, a nogi muszą ci opadać na ziemię. -pokazał na łóżko.
*Marco*
Wykonała grzecznie moje polecenie. Jej zapał co do seksu strasznie mnie zadziwił, ale też ucieszył.
Podszedłem bliżej łóżka i podparty na łokciach leżałem nad nią.
-Gotowa? -spojrzałem jej głęboko w oczy.
-Mhm -odparła przygryzając wargę.
-Ale jak coś będzie nie tak, musisz mi powiedzieć. Natychmiast! -zażądałem.
-Dobrze, obiecuje -pocałowała mnie w nos.
Zacząłem od drobnych pocałunków. Usta, nos, czoło, policzki... potem zjechałem do jej szyi.
-Tak pięknie pachniesz, -mruknąłem, a ona jęknęła.
Potem zjechałem do jej obojczyków i tam również zostawiłem pocałunki, miała koszule z dekoltem, ale jej piersi dziś zostawię w spokoju, pocałowałem tylko odkrytą część i podciągnąłem koszulkę by scałować jej brzuch, Uśmiechnęła się, co oznaczało, że ma tam łaskotki. Powróciłem do jej ust, by odwrócić jej uwagę od tego co ją czeka. Złapałem za gumkę jej spodenek, a ona wciągnęła powietrze. Naparłem mocniej na jej usta i pozwoliłem jej spodenkom opaść na podłogę.
-Okej? - zapytałem i klęknąłem przed nią.
-Tak, tylko się stresuję. -zaśmiała się nerwowo.
-Spokojnie, jesteś moja i piękna -puściłem jej oczko.
Położyła z powrotem głowę na łóżko, a ja wróciłem do pocałunków. Uda, kolana, łydki, stopy, wszystko. Podniosłem głowę i znajdowałem się dokładnie na przeciw jej najczulszego punktu. Dotknąłem nosem jej wejście, a ona się ruszyła. Uśmiechnąłem się i odsunąłem jej matki. Pocałowałem ją tam, a ona zaczęła szybciej oddychać. Włożyłem w nią jeden palec, a on zaczęła jęczeć i wić się po łóżku.
-Jesteś taka mokra, gotowa -wymruczałem z uznaniem.
Dołożyłem drugi palec, a jej ścianki zaczęły się zaciskać wokół moich palców.
Poruszałem nimi jeszcze chwilę, a ona doszła z głośnym krzykiem. Usiadła, ale miała zamknięte oczy. Po chwili otworzyła je i wpatrywała się we mnie z radością, Oblizałem pale dokładnie i klęknąłem przed nią. Nasze twarze dzieliły milimetry.
-Jesteś pyszna. -szepnąłem i zacząłem ją namiętnie całować.
Po dłuższej chwili leżeliśmy razem w łóżku. Ja na plecach, a ona na moim brzuchu.
-Zmęczona? -zapytałem gładząc jej plecy.
-Mmm -mruknęła sennie.
-Dobranoc Dusia. -pocałowałem ją we włosy.
-Dobranoc Marco -wtuliła się we mnie i zasnęła, a ja chwilę po niej.
*
Około godziny 4 rano zaczął dzwonić mój telefon. Podniosłem się niechętnie i go odebrałem.
-Halo? -odparłem zaspany.
-Musimy pogadać! Już! -Kacper był bardziej zdenerwowany niż zwykle.
-A nie możemy za 2 godziny... -spytałem niewinnie.
-Za pół godziny w parku. Proszę -odparł i się rozłączył.
-Marco? -Dusia podniosła zaspane powieki.
-Jestem piękna. Dzwonił Kacper, muszę się z nim spotkać. -pocałowałem ją w czubek głowy .
-Która godzina? -przeciągnęła się zaspana.
-Po czwartej, śpij jeszcze. -zacząłem się ubierać.
-Nie chcę bez ciebie - spojrzała na mnie.
-Już raczej nie wrócę, ale się zdzwonimy i umówimy na dziś. Dobrze? -nachyliłem się by ubrać koszulkę.
-Dobrze. -posmutniała,
-I jak? -zapytałem by zmienić temat.
-Ale co?
-To wczorajsze zdarzenie... Jak się czujesz? -podniosłem brew rozbawiony.
-Aha, to... dobrze, nawet bardzo dobrze -zarumieniła się,
-Mam nadzieję, że cię zadowoliłem? -złożyłem na jej ustach pocałunek.
-Tak -oddała go z miłością,
-Idę, ale zadzwonię i się spotkamy. Kocham Cię -stanołem w drzwiach.
-A ja kocham cię -pomachała mi na pożegnanie.
*
Ten chuj pożałuje,że każe mi chodzić do parku o 5 rano. Posrało go do reszty. Gdy tam dotarłem zobaczyłem jak stoi przy wejściu.
-Pojebało Cię... Na jaki chuj mnie tu ściągnąłeś?
-Będę ojcem - szepnął.
-Już to słyszałem -prychnąłem.
-Robiła test i wyszedł pozytywny, a dziś idziemy do lekarza. -podniósł na mnie wzrok.
-Skąd wiesz, że jest twoje? -spoważniałem.
-A czyje?! -wrzasnął.
-No z tego co wiem, to Ari nie jest święta, mogła spać z innymi.
-Możliwe...
-Trzeba to sprawdzić -zamyśliłem się,
-Pomóż mi -szepnął bliski płaczu.
-----------------------------------------------------------------------------------
To ja ! :*
Jak rozdział? Bardzo zależy mi na waszej opinii. Piszcie śmiało. Kocham Was <3 






poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 24

~Muzyka~ -------------------------->polecam podczas czytania.
*Dusia*
Cały czas nie potrafię przestać myśleć o tym co  on mi powiedział. Jak jego rodzice mogą nam to robić?! Przecież ja bez niego nie potrafię żyć, myśleć, funkcjonować...ale musieliśmy się z tym liczyć, że gdy  się dowiedź to zrobią wszystko by nas rozdzielić. Musiałam znaleźć sobie zajęcie, bo myślenie o nim tylko mnie dobija, Wzięłam do ręki jedną z ulubionych książek, ale jedną stronę czytałam dobre 20 minut. W mojej głowie cały czas był Marco, co robić... w końcu wpadł mi do głowy pewien pomysł...chwyciłam telefon i zadzwoniłam do niego.
-Hej! -pisnęłam radosna.
-Siema. Co tam? -zapytał.
-Kochasz mnie? -wypaliłam.
-To chyba nie rozmowa na telefon.
-Odpowiedź -szepnęłam.
-Kocham. Kocham od momentu, gdy pocałowałaś mnie pierwszy raz, gdy twoja dłoń dotyka mojej, gdy twój uśmiech rozświetla mój dzień, gdy jesteś blisko... -szeptał.
-Starczy. Marco ja również Kocham Cię z cały sił, dlatego mam pomysł.
-Słucham?
-Możesz mówić?
-Tak, robię zakupy w sklepie.
-Twoim rodzicom zależy na tym aby nas rozdzielić, więc dla ich oczu musimy się kłócić, a jak zapadnie wieczór będziesz przychodził do mnie, albo ja do ciebie.
-Czyś ty oszalała?! A jak się dowiedzą? -krzyknął.
-Nikt się nie dowie, mojej mamy dziś nie ma, a Jeremi jedzie na jakiś festiwal i wraca w sobotę.
-To jaki plan?
-Gdy będziesz wracał ze sklepu napiszesz sms'a, ja wyjdę i się spotkamy na mojej ulicy i zaczniemy się wyzywać, co ty na to? -zapytałam.
-Nie wiem czy dam radę, ale dobrze.
-To do zobaczenia.
-Narazie Mała. -czułam,że się uśmiecha.
-Pa Duży. -uśmiechnęłam się i rozłączyłam.
Mam nadzieję,że się uda...
*Marco*
Cały czas myślałem o Klaudynie i jej planie. Gdy byłem już na początku jej ulicy wysłałem wiadomość. Podchodząc bliżej zobaczyłem mamę, która wieszała pranie na dworze i ojca, który coś czytał na tarasie. Ale będzie przedstawienie. Po chwili ją zobaczyłem... szła w moją stronę, taka piękna, taka moja. Spuściłem głowę,aby nie widziała mojego głupkowatego uśmiechu. Uderza mnie w ramię, a mi wypadają zakupy.
-Co ty robisz idiotko! -krzyczę do niej.
-Ja? A co ty ? -mruknęła zła.
-Jak dajesz wszystkim dupy, to się przy okazji naucz chodzić! -zobaczyłem cień bólu na jej twarzy, czy przesadziłem?
-Nikt ci nie każe chodzić po moim chodniku! -kątem oka widziałem,że rodzice nas obserwują.
-A kto niby powiedział, że jest twój?!
-Wal się! -wrzasnęła i odeszła.
-Szmata. -mruknąłem do siebie i schyliłem się by pozbierać zakupy.
*
Wieczorem czekałem na wiadomość od niej. W domu ojciec pochwalił mnie za zachowanie w stosunku do Duśki, jednak ja czułem się źle i musiałem z nią o tym pogadać. W końcu napisała,a ja szybko do niej poszedłem. Wszedłem oknem i zobaczyłem ją,a moje serce przyśpieszyło.
-Mała... -objąłem ją szybko.
-Jak mi to dziś powiedziałeś to myślałam,że masz to naprawdę na myśli -łkała cicho.
-Nie słońce! Tak mocno Cię kocham -pocałowałem ją w czoło.
-A ja Ciebie, że aż mnie to czasem przerasta. -wtuliła się mocniej,a ja gładziłem jej plecy.
Po godzinie siedzieliśmy z Dusią na kanapie, gadając o wszystkim i niczym. Była okryta szlafrokiem, a pod spodem miała krótkie spodenki i bokserkę.
Gładziłem delikatnie jej odkryte udo, a ona bawiła się moimi włosami.
-Jesteś taka piękna -mruknąłem jej do ucha i lekko przygryzłem.
-A ty piękniejszy. -szepnęła i zaczęła cmokać moją szyję.
Złapałem szybko powietrze i zacząłem zataczać małe kółeczka coraz wyżej na jej udzie.
-Pragnę Cię... -zjechała dłonią w dół moich spodni...
--------------------------------------------------------------------------------------
No hej ♥
Jak myślicie co wydarzy się w następnym rozdziale? ^^
Chyba wszyscy wiedzą ! :P

Kocham Was :*

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 23


~Muzyka~
*Marco*
Znów to samo... po raz kolejny widzę w złym stanie, znów jest źle. Siedzi w kącie skulona, widać,że się boi. Podszedłem bliżej, było ciemno więc mnie nie poznała. Kucnąłem przed nią i złapałem jej twarz w dłonie. Odruchowo chciała się cofnąć, ale ja szybko wpiłem się w jej usta.
*Dusia*
Bardzo się bałam, Było ciemno i nie wiedziałam, który do mnie przyszedł. Podłoga zaskrzypiała, a postać kucnęła przede mną, nie mogłam rozpoznać po sylwetce kto to, ale wiedziałam, że to mój koniec. Po chwili poczułam, że łapie mnie za twarz, i całuje. Poznaje te usta, moje ukochane, mój Marco.
-Co tu robisz? -pytam gdy się od siebie odrywamy.
-Przyszedłem po Ciebie moja piękna -gładzi mój policzek.
Zamykam oczy, jego dotyk mnie uspokaja, jak mogłam pomyśleć, że poradzę sobie bez niego...
Marco zanosi mnie na rękach na dół, gdzie czekają Jeremi i Kacper. Jak dobrze, że są! Chłopaki wybiegają za nami, po czym udajemy się do auta i odjeżdżamy. Nikt nic nie mówi, a ja zasypiam oparta o szybę. Budzę się, gdy wyczuwam pod sobą coś miękkiego, otwieram szybko oczy.
 -Nie bój się, już dobrze. -Jeremi siada obok mnie na łóżku.
Siada na łóżku i bez słowa wtulam się w niego, mimo problemów zawsze mogę na niego liczyć.
-Dziękuję -szepczę bliska płaczu.
-Śpi już. -całuje mnie w czoło i wychodzi.
Wtulam się w poduszkę i zamulam. Przez chwilę zastanawiam się gdzie podziali się chłopcy, ale zmęczenie wygrywa.
Rano do pokoju wpadają pierwsze promienie słońca, i rozlega się pukanie. Otwieram oczy i siadam na łóżku "Proszę" krzyczę w stronę drzwi. Wchodzi moja matka...
-Córeczko! Jeremi powiedział mi, że przydarzyło ci się coś okropnego! -siada naprzeciw mnie.
-Tak,ale już dobrze. -odsuwam się.
-Martwiłam się! -łapie mnie za dłoń, a ja się wzdrygam.
-Nie możesz się mnie bać! -krzyczy i wstaje.
-Wybacz, ale proszę zostaw mnie. -stękam, a ona wychodzi.
Po godzinie schodzę na dół ubrana, i zastaję Jeremiego w kuchni.
-Wychodzisz? -pyta, gdy go mijam.
-Idę się przewietrzyć, potrzebuję tego.
-Okej, ale uważaj i jak coś to od razu dzwoń! -upomina mnie.
-Obiecuję! -całuje go w policzek i wychodzę.
Jest śliczna pogoda i dość ciepło. Zauważam Marco, który podlewa trawę w ogrodzie. Postawiam podejść do niego, sama nie wiem czemu.
-Hej. -mówię cicho stojąc za nim.
Hej -spogląda na mnie obojętnie.
Przyglądam się mu uważnie, dostrzegam obojętność i wrogość. Cholera!
-Nawet nie wiesz jak to boli... -szepczę.
Odwraca się do mnie i dostrzegam smutek na jego twarzy.
-Nie mogę, przepraszam...- zaczyna.
-Kochałeś mnie...I co się z tym stało? -jestem bliska płaczu.
-Nadal Cię kocham -mówi.
-Udowodnij! Pocałuj mnie -szepczę desperacko.
-Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał...
-Jestem twoja -podchodzę do niego i łapię jego twarz.
-Nie mogę Mała, Wybacz. -odsuwa się,
-Co jest ?
-Oni mi zakazali, nie możemy być razem. -pojedyncza łza spływa z jego twarzy.
Czuję, że brak mi powietrza, a w ustach mam sucho. Opadam na ziemię, czując, że straciłam wszystko.
-Nie załamuj się. Zapomnij i znajdź kogoś innego. Już nic nie będzie... -odchodzi.
-Będziemy razem. Nie pozwolę by było inaczej! - zalewam się gorzkimi łzami.